European Masters Championships Roller Marathon - Dijon 2013

9 czerwca w Dijon odbyły się European Masters Championships Roller Marathon.

Najważniejsza impreza sportowa dla Mastersów ścigających się na rolkach przechodzi do historii zapisując się w niej bardzo udanym startem Polskiej reprezentacji.

Mamy złoto!

A wszystko zaczęło się od słów Oli Goss, która wspominając swój start w 2012 w Dijon w ramach startów w Pucharze Świata, powiedziała, że szkoda, że nikt z Polski nie przyjechał na tak ciekawe i wymagające mistrzostwa. Nam dwa razy mówić nie trzeba i rodząca się w naszych głowach idea zamieniła się w 15 osobową reprezentację Polski na Mistrzostwa Europy Mastersów w Maratonie na rolkach 2013.

W Dijon pojawiliśmy się około południa 8 czerwca. Najpierw zakwaterowaliśmy się w hotelu, spacer po mieście i oryginalny obiad - nikt w restauracji nie mówił po angielsku i menu wybieraliśmy na zasadzie loterii. Jeszcze ubrani po cywilnemu poszliśmy po odbiór numerów startowych do biura zawodów. Później część z nas, w tym i ja, udała się na odpoczynek, aby odespać noc w podróży, a pozostali poszli na krótki trening na zamkniętej już dla ruchu trasie wyścigu. Pierwsze emocje i pierwsze obawy zaczęły dominować w naszych rozmowach. Jedni mówili na co uważać na trasie, a inni sugerowali po czym najlepiej jest jechać. A organizatorzy zadbali o zróżnicowane warunki jazdy, bowiem asfalt na trasie miał wiele odmian, kolorów, chropowatości a przez to i… szybkości.

O 18.30 wszyscy w strojach reprezentacji stawili się do prezentacji na podium głównym zawodów. Jeśli oceniać po wielkości reprezentacji poszczególnych ekip, to Polska należała do ścisłej czołówki reprezentacji, wystawiając do boju grupę 15 mastersów. Liczniejsza była tylko reprezentacja gospodarzy oraz z Niemiec. Nasza grupa, oczywiście moim skromnym zdaniem, była też zdecydowanie najzabawniejsza.

Jak na francuzów przystało, nikt z prowadzących prezentację nie znał języka angielskiego, ale i z tym sobie poradziliśmy gdy jeden z naszych przemówił w języku Moliera zdobywając dla nas gromkie brawa i tłumy fanów i fanek wśród publiczności i zawodników z innych ekip. Każdy ze startujących został zaprezentowany, a prowadzący próbowali nawet powtarzać nasze imiona na głos!

Tak bardzo się spodobaliśmy, że „jakiś taki z bródką i w okularach” postanowił zrobić sobie zdjęcie z nami. Tak właśnie zrobiliśmy sobie zdjęcie z Yannem Guyaderem.

Do wieczora o niczym innym już nie było mowy, tylko o tym co i jak każdy zamierza zrobić następnego dnia oraz o… pogodzie. Prognoza nie rozpieszczała naszych nastrojów, zapowiadano bowiem przejście frontu dokładnie w porze naszych startów i prognozowany opad miał wynieść nawet 17 mm wody na cm2.

Około 22.00 wszyscy grzecznie w swoich łóżkach zasypiali w myślach pokonując każdy kilometr trasy i analizując swoją taktykę na jutro.

Z mojego pokoju hotelowego rozpościerał się widok na trasę wyścigu i niestety widok rano nie nastrajał optymistycznie. Cała trasa była mokra a na niebie zapowiadały się kolejne chmury. Szybkie śniadanie, przebieranka w nowe narodowe stroje, mocowanie  numerów startowych i ostatnie decyzje co do właściwego wyboru kółek: czy kółka na deszcz, czy twarde?

Plan startów był napięty, co oznaczało krótkie limity czasu na przejazd trasy.

  • 9.15 pierwszy wyścig, w których do rywalizacji stają kobiety i mężczyźni w kategorii wiekowej 30 i 50
  • 11.15 do startu ruszają zawodnicy w wieku 40–49 i 60-69 oraz powyżej 70 lat
  • 13.30 zaplanowano start półmaratonu
  • 14.45 wyścig dzieci, czyli "supermini"
  • 15.45 wyścig Wolrd Inline Cup z naszą dumą narodowa - Olą

Powoli chmury rozwiały się i w chwili pierwszego startu asfalt stawał się coraz bardziej suchy, pogoda zaczynała nam, kibicom i organizatorom sprzyjać. Każda kategoria wiekowa miała swój indywidualny start, jako pierwsi ruszyli najmłodsi mastersi – mężczyźni a za nimi z niewielkim opóźnieniem ruszały kolejne zaplanowane na ten wyścig grupy wiekowe. Obserwując zawodników z zaskoczeniem widzieliśmy, że wjeżdżając na pierwsze rondo wszyscy są bardzo zmęczeni, tak jakby wspięli się na jakąś wielką górę. Tylko, że trasa była praktycznie płaska, ale płaska wg pomiarów, a to jaka była w realnym odczuciu widzieliśmy po twarzach zmordowanych zawodników. Sędziowie rozstawieni na całej trasie plus po kilku na motocyklach dla każdej grupy wiekowej byli bardzo czujni. 

Gdy tylko na chwilę Ania Witkowska-Dziadosz dołączyła do grupy mężczyzn, natychmiast jeden z sędziów nakazał jej oddalenie się od grupy. Nie było żartów, groźba dyskwalifikacji to wystarczający argument, aby nie dyskutować. Mirek Pawelec też nie ustrzegł się małej przygody, wydawało mu się, że słyszy za plecami sygnał klaksonu, zerknął przez ramię i… zatrzymał się na barierkach, wykonując bardzo widowiskową figurę. Na szczęście ten sprawny zawodnik szybko się pozbierał i dogonił swoją grupę. Natomiast Dominik Kułaga miał okazję przetestować wytrzymałość nowych strojów. Przy pełnej prędkości, jadąc w pociągu zawodnik jadący przed Dominikiem miał upadek i nie było już ratunku - Dominik zgrabnie zrobił ślizg swoją najbardziej miękką częścią ciała i... Szybko się pozbierał do dalszej jazdy, ale stracił na tym kilkadziesiąt cennych sekund i samotną pogoń za swoją grupą. Skutkiem ubocznym tego szlifu był też... spory problem z wygodną pozycją w podróży powrotnej do Polski.

Słowa uznania należą się Łukaszowi Meksule, który od samego startu, co widać na zdjęciach ostro zaatakował. Jechał w silnej, pierwszej grupie pościgowej i skutecznie nadawał w niej tempo. Brawa dla Łukasza, który z naszej reprezentacji osiągnął najlepszy czas przejazdu.Start M30

O 11.15 ruszali mężczyźni i kobiety w kategoriach 40 i 60. Moja grupa "facetów po czterdziestce" zaskakująco dla mnie okazała się bardzo liczna, ciekawe dlaczego? Ruszyliśmy, początek bardzo silny, pociąg rozciągnął się bardzo, chwilami tracąc wagony. Już na rondzie mój garmin wskazywał ponad 42 km/h – nie ma żartów, to nie lokalna impreza. Jazda po pętli pozwala obserwować zmagania w innych grupach. Czasami widziałem naszych w charakterystycznych strojach jak walczą w swoich grupach lub...samotnie. Jedną z tych samotnie walczących była nasza najstarsza reprezentantka - Halina Igłowska. Przez pewien czas towarzyszyła jej Niemka, nie pozwalając na ucieczkę. Halina bardzo zabawnie opisywała potem swoje zmagania na trasie, takimi słowami:

Siedziała za mną cały czas, a gdy pomyliłam trasę, wyprzedziła mnie (Halina zamyślona omyłkowo nie zjechała z ronda po nawrocie i podążała do drugiego okrążenia, w ostatniej chwili wróciła na właściwą trasę). Nie dałam się jej, dogoniłam ją i dalej jechałam swoim tempem, aż szkoda, że nie mogłam mieć z sobą swojej ulubionej muzyczki (Halina zwykle jeździ ze słuchawkami, a na tej rangi zawodach wszelkie słuchawki w uszach są niedozwolone). Tylko po co cały czas przede mną jechał ten facet na motocyklu - opowiadała dalej Halina.

Nasza rodaczka nie zdawała sobie sprawy, że jadąc jako pierwsza w swojej kategorii razem z nią jedzie też pilot na motocyklu, który prowadzi lidera po trasie i dba, aby nikt z maruderów nie utrudniał przejazdu najlepszej zawodniczce. W pewnej chwili nasza mistrzyni pokonała metę i usłyszała dzwonek oznajmiający ostatnie okrążenie.

Sędzia krzyknął do mnie – zero – co uznałam za koniec wyścigu.

Halina sygnał oznaczający ostatnie okrążenie mylnie potraktowała jako znak zakończenia wyścigu. Sędziowie szybko podnieśli alarm, krzycząc do Haliny, aby jechała dalej, co Halina szybko uczyniła. Teraz jednak musiała dogonić swoją niemiecką rywalkę, która po raz kolejny wykorzystała okazję, by wejść na prowadzenie. Emocje tego biegu towarzyszyły do końca, dopiero na długiej prostej Halina znowu objęła prowadzanie i nie dając już sobie go odebrać  - przekroczyła metę maratonu na pierwszym miejscu.

Wielkie brawa i honory dla pierwszej w historii polskiego "speedskatingu" Mistrzyni Europy Masters.

Po raz pierwszy na Mistrzostwach Europy Masters mogliśmy usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego to wzruszający moment dla każdego sportowca. Halina ma piękną pamiątkę z tej podróży – złoty medal Mistrzostw Europy w maratonie na rolkach.


Tym razem - wyjątkowo - nie towarzyszyła nam ekipa Telewizji Polskiej, ale udało nam się zdobyć nagranie tego szczególnego momentu dla polskiego wrotkarstwa - na filmie moment dekoracji zwycięzców z Haliną Igłowską na podium i Mazurkiem Dąbrowskiego.

Za jakość tego nagrania nie odpowiadamy, ale przy odrobinie wyobraźni można sobie poradzić z interpretacją tego filmu.

Na fotografii nasza Mistrzyni Europy Masters podczas samotnego finiszu, zdjęcie z dekoracji i chwilę po dekoracji ze złotym medalem na piersi.

 

Każdy z nas, zawodników startujących w tych zawodach mógłby opowiedzieć swoją własną i bardzo ciekawą historię tego wyjątkowego wydarzenia.

Dla mnie najbardziej zapamiętaną rzeczą pozostanie doping Polaków wzdłuż trasy.

Wzdłuż całej trasy zgromadziło się sporo naszych rodaków, którzy widząc zawodnika w stroju narodowym głośno i przekonująco dopingowali do lepszego wysiłku. A moc takiego wsparcia jest imponująca, co poznałem na własnym przykładzie.

Jadę w kierunku linii mety kolejnego okrążenia, w głowie rodzi się zła myśl, aby na chwilę zwolnić i odpocząć. Nagle z tłumu kibiców, ktoś do mnie krzyczy: dawaj Michał, dawaj! Jadę więc szybciej, skoro ktoś prosi… Mijam kolejne odcinki trasy i znowu inny głos nawołuje, nie zwalniaj, dawaj do przodu! Głupio zwalniać, gdy tak ładnie zachęcają do walki, więc pędzę dalej. Sytuacja powtarza się wzdłuż całej trasy, czasami okrzyki te wsparte są flagą albo szalikiem z napisem POLSKA i gdy już mam zamiar wreszcie odpuścić co widzę? Najlepsza Polska rolkarka szybka, Ola Goss z czarującym uśmiechem i okrzykiem wsparcia wspina się na barierki wychyla do mnie mało nie spadając na trasę i pokazując rękami jak mam szybko kręcić kołami…, woła dodając siły i woli do walki, aż brzuch wciągnąłem i pognałem dalej. Wsparcie publiczności po raz pierwszy odczułem na sobie i przyznam, że jest to bardzo, bardzo budujące doświadczenie. Wszystkim dopingującym naszą polską reprezentację serdecznie dziękuję i zachęcam do wspierania jak najczęściej - także i na polskich zawodach. 

Gdy skończyły się zmagania w maratonie dla Mastersów do linii startu stanęły zawodniczki i zawodniczki na dystansie półmaratonu. Ania Witkowska-Dziadosz uznała, że jeden maraton to trochę za mało, więc... wystartowała w półmaratonie na dokładkę.

Później, gdy Ania zawieruszyła nam się w tłumie kibiców - żartowaliśmy, że teraz biegnie w maratonie.

Bardzo ładnie prowadziła swój pociąg praktycznie przez cały dystans, jednak organizatorzy nie odnotowali, że startuje drugi raz na innym dystansie i w chwili pisania tej relacji oficjalny wynik nie jest jeszcze znany. Na szczęście mamy już informację od organizatora, że protest został uznany i wkrótce pojawi się w oficjalnych wynikach zawodów.

Na zdjęciach Ania podczas półmaratonu w Dijon.

Po tych emocjach coś co sprawia szczery i radosny uśmiech u każdego kibica sportów wrotkarskich. Tym razem do rywalizacji stanęli zawodnicy i zawodniczki w kategorii „supermini” - czyli najmłodsi szybcy rolkarze. I także w tej kategorii nie zabrakło Polaków - wśród startujących nasze zawodniczki ze Słomczyna. Maja Grzanecka wygrała swoją kategorię wiekową a Matylda Grzanecka została najmłodszą uczestniczką Mistrzostw w Dijon. Takie skarby każdy chciałby zabrać dla siebie… nawet zwycięzca WIC Dijon 2013 - Bart Swings.

Może warto, aby następnym razem dziewczynki miały stroje narodowe, a nie klubowe?

Na końcu tego dnia pełnego emocji sportowych na rolkach – mega uczta – bieg w ramach rozgrywanego w Dijon Pucharu Świata.

Ale o tym przeczytacie w osobnym artykule poświęconym Aleksandrze Goss, która udzieliła mi wywiadu specjalnie dla naszych czytelników.

 

Galeria zdjęć:

Wyniki w:

 

Skład Polskiej Reprezentacji Masters 2013:

  1. Henryk Olszowski O50H
  2. Marcin Biniek O30H
  3. Renata Olszowska O40F
  4. Anna Witkowska-Dziadosz O30F
  5. Michał Dziadosz O40H
  6. Łukasz Meksuła O30H
  7. Mirek Pawelec O30H
  8. Halina Igłowska O60F
  9. Dominik Kułaga O30H
  10. Aleksander Miliszewski O40H
  11. Piotr Andrzejewski O30H
  12. Stanisław Zakrzewski O50H
  13. Antoni Wróbel O60H
  14. Jerzy Oleksiewicz O60H
  15. Zbigniew Pawelec O60H

Kontakt

tel    : +48-12-634-51-22
Email : Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Web : www.kksw-krak.pl

Adres kontaktowy:

Al. 3 maja 5
30-063 Kraków

social